mblog.pl
Edi
2012-11-20 | 14:10:49
autor: amisia |  ()


nigdy nie wiadomo dokąd popłyniemy w naszej łupince od orzecha, wrzuceni ot tak, do oceanu przyszłości, zmian, wzburzonych fal. cały świat. bezkresność. życie. spełnienie. wsio.?i wszystko takie silne jest i takie prawdziwe..

pisząc od przypadku do przypadku, wolę zapełniać papierowe kartki tylko dla mnie.. dla przyjaciół.. i przypomina mi to, że muszę wreszcie wysłać listy..

lata blogowego ekshibicjonizmu powodują jednak, że wciąż wracam tu. na amisiowe poletko.. nieudolnie szkicuję słowa.. moje zapiski z codzienności i moją łupinkę.?

powinnam wyrobić sobie nawyk codziennego pisania, zaglądania tu, tak dla potomności, dla siebie, taki suwak jak na fejsie, linia życia blah blah blah.

tymczasem towarzysko jestem na fejsie, oddycham Edynburgiem, pracuję, chodzę, uczę się, jem zupę z dynią, z soczewicą i pomidorami, tu-na blogu jakby mnie nie ma. nawet spis rzeczy dobrych zarzuciłam, bo dzieją się? dobre?!

lęki i stukostrachy uciekły. płynnie przechodzę ze stanu stresu w stan spokoju, wracam do uczucia sprzed kilku lat, które było we mnie, uśpione.. było tylko konsekwencją obrania złej drogi..?i nie żałuję też przeszłych chwil. wydarzyło się tak, jak wydarzyć się miało. prządki losu, karma, miska z wodą, trata tata.?w takie dni jak dziś uświadamiam sobie, że jestem zdana tylko na owoce własnej pracy, na swoją siłę, wiarę w to że mogę dużo zrobić, zmienić..

byłam tak bardzo niedawno nieważna, wręcz nieistotna. pyłek.?

i tak wiele powinnam.??



a teraz już nie muszę nic. teraz tylko chcę.

 

....
2012-09-28 | 23:22:42
autor: amisia |  ()

 

zmieniam położenie kolejny raz. położenie duszy. poruszam się. między ulicami poruszam się. w głowie mojej głowie. wszystko w częściach, do tej pory miałam jeden wielki jebany domek z kart. aż dziwi mnie fakt że wszystko jeszcze jakoś się trzyma.. od jakiegoś czasu mam wrażenie, że jeden nieuważny ruch. jeszcze jedna zła informacja, zła prawda. a wszystko w częściach. a w częściach jakaś pustka. nic więcej..

chyba jestem na tyle stara, żeby nie zapętlać się w analizowanie co ze mną nie tak, co jest we mnie złego, dlaczego nie ja, dlaczego mnie nie. ale to we mnie jest. ale stłumione.

niedawno beczałam pod gorącą wodą. było tak filmowo. mam smutek w oczach. wiem że mam. nienawidzę się za to.

nie pytać dlaczego. nie pytać dlaczego. nie pytać dlaczego.

 

ale będzie lepiej. za kilka dni. szkocja. cudowne miejsce do rozpoczęcia wszystkiego od nowa.. najcudowniejsze. i wiem że będzie dobrze. czuję to poprzez wbijane paznokcie w skórę.

czuję.

.............
2012-02-27 | 01:08:51
autor: amisia |  ()


A więc to jest wszystko – pomyślała zupełnie łagodnie, jak gdyby leżała w łóżku. – Muszę uspokoić się na chwilę, a potem bardzo powoli iść po tym jasnym piasku bólu, do tamtej błękitnej, błękitnej fali. Jakaż błogość kryje się w tym błękicie. Nigdy nie wiedziałam, że błękit może być tak błękitny. Życie to takie zamieszanie. Teraz wiem wszystko.”





dawno mnie tu nie było.

od czasu ostatniej notki zrobiłam dużo prań.
posmarowałam czekoladą wiele kanapek.

naciągnęłam na nóżki po czym porwałam sporo rajstop.
napisałam wiele słów, jeszcze więcej przeczytałam..

po tym, co zrobiłam nie ma śladu.
moje włosy po wielokroć były brudne w międzyczasie.
wypiłam hektolitry wody mineralnej.
a bose stopy uprawiają promienne staccato na przestrzeniach podłogowych i co rano tak samo marzną.
w zasadzie wiele się nie zmieniło, poza stratą stałej pracy i inną stratą po której się całkowicie już otrząsnęłam.





takie dni jak dzisiejsza niedziela.. bardzo lubię.

po wesołym wieczorze, nieogarnięte myśli. chwile, niepodzielnie od dwunastej w południe do końca moje. dni, kiedy czuję się dobrze. kiedy mam ochotę cały dzień relaksować się przy muzyce, filmach, herbatce i rozmowach..


dobre proste śniadanie. kawa. jajecznica z pomidorami. kubek i talerz w kropki, świece (wiem przy śniadaniu to nieprzyzwoite, ale jestem uzależniona...)

wiem, roztkliwiam się dziś nad codziennościami.. dawno nie pisałam, może to dlatego tak mam..
zaczynam od włączenia dobrego filmu, albo koncertu. potem... myślę. zanurzam się. zatapiam. bo marzyć można... wszystko można.

maczek odpalony. blog się pisze, pisze się też coś innego, w tle szumi przyjazne Diary of dreams... czeka mnie jeszcze trochę pracy nad sobą i poszukiwania... ale jest nadzieja że wszystko się dobrze skończy.. dobrze.


mój czas.
i jeszcze pragnę tylko, by tego ananasa co go pokroiłam dziś na kolację, podzielić na dwa talerze. maybe someday. na razie jeden musi mi wystarczyć.

dobrej nocy.




*
2011-12-25 | 22:03:57
autor: amisia |  ()


myślałam że ten cały wyjazd do domu będzie koszmarem, a tu zaskoczenie, nawet znośnie bo przetrwałam bez najmniejszego uszczerbku na psychice.. a zatem humor mi dopisuje, dzień cały mruczę sobie pod nosem, zbieram komplementy i mrużę swoje zajebiste oczy. oczy zwierciadłem duszy..


koniec końców mam więc zajebistą duszę..


jutro rano już będę jechać sobie do miasta aniołów.. kocham jeździć, kocham prowadzić, bujać się w rytm muzyki puszczonej wyjątkowo głośno, sprawia mi to niesamowitą frajdę.
jestem radosna na myśl o tym, że przytulę wreszcie po trzech dniach koty.. strasznie się stęskniłam.

mrucząco i jakoś nierzeczywiście się dziś czuję.
chyba oszalałam.

 


aaaa zapomniałabym o ostatnich dniach/tygodniach... 

zasada nr 1: myśl szybko, mów wolno.
zasada nr 2: nie mów tak, póki nie usłyszysz ceny.
zasada nr 3: nie przegrywa się na własnym podwórku.


...złamałam wszystkie trzy zasady...

 

 

.
2011-12-24 | 23:37:54
autor: amisia |  ()

to już dzisiaj Wigilia, tak ?

w ogóle nie czuję tych świąt. jakby nic nie miało się wydarzyć.

ot, długi weekend poza krk. może do rana coś się zmieni... ?

 

 

zwątpienie sponsoruje ostatnie kilkanaście dni..

targa mną i rzuca na strony, przychodzi nie proszone i wkurwia.
niebywałe.



 

i to wcale nie tak, że odległość dzieli dwoje ludzi.. nie ona jedyna.

do tego dochodzi czas stracony niewspólnie.

robi się z tego niezłe równanie kwadratowe...

 

 

...
2011-12-15 | 15:40:30
autor: amisia |  ()


lepiej.
nie zwracam uwagi na elementy drażniące, zamykam się w kosmosie z moich myśli.



ale


ciągle łatwo mnie rozpłakać.
nadal łatwo się wzruszam.
po prostu, oczy na mokrym miejscu..

lubię ostatnio pisać przy placebo.. follow the cops back home..

wczoraj po pracy nie utrzymałam się w domu zbyt długo.

każdy pretekst był idealny.. spotkanie ludzi z wolontariatu, odebranie lizaka od T, spotkanie na rynku z D, niechęć do samo-bycia w domu bo pusto do soboty, bo K wyjechała..

argumenty nie do przebicia.

zgubiłam bańki mydlane w jrc.

rozmawiałam z ludźmi.

pomogło. czuję się lepiej niż wczoraj. znacznie lepiej.

nie mogę być teraz sama zbyt długo. nie radzę sobie z tym najlepiej. to po prostu nie jest jeszcze ten czas na radzenie sobie z czymkolwiek. nie mam niczego stałego.

stałego powiernika myśli, odbiornika odczuwania. bez stałości nadal będę niespokojna, smutna i rozlazła. nie chce być rozlazła. nie chce żeby dni uciekały na bezczynności, na więdnięciu w domu.

ale zdecydowanie nie jestem też goniącym szczurem. umiem powiedzieć dosyć. zawsze lubowałam się w wyznaczaniu sobie granic..


w tym drugim świecie oprócz znajomych miejsc zapachów znaków, jest też dziwnie, ludzkie oczy obserwują się zanadto. i wcale nie cieszy mnie obdarzenie zaufaniem i uznanie za "swoją".

plotki i krzywe uśmiechy nigdy mnie nie interesowały. ktoś lepszy, ktoś gorszy, ten przyszedł o tej, a tamta sama, a widziałaś jak...

wolę pomilczeć. czasem jednak cisza aż dźwięczy w uszach. nikt tam jednak nie zna mnie naprawdę.. to dodaje mi odwagi. i dzięki temu tam wracam i zawsze czuję się dobrze.

u siebie.





Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.